O polskich porodówkach krąży wiele opinii. Niestety w znacznym stopniu przeważają w tym przypadku te negatywne. Niejednokrotnie mówi się o braku poszanowania praw kobiety, ich godności, a nawet intymności. Mało kto jednak ma świadomość, jak często dochodzi do wyżej wymienionych sytuacji. Statystyki mówią same za siebie.
„Po porodzie poprosiłam położną o pomoc. Usłyszałam taką ripostę, że przepłakałam całą noc”

Statystyki

Z zebranych informacji od 10 tysięcy kobiet, które urodziły na przełomie lat 2017-2018, jasno wynika, że 54,3 procent z nich doświadczyło przemocy lub nadużyć ściśle powiązanych z zachowaniem personelu. Choć te statystyki same w sobie są przerażające, jeszcze bardziej wstrząsające są historie, które wpływają na taki, a nie inny wskaźnik badania.

„Po porodzie poprosiłam położną o pomoc. Usłyszałam taką ripostę, że przepłakałam całą noc”

UdostępnijPixabay

Polska służba zdrowia

Chcąc nie chcąc jesteśmy skazani na służbę zdrowia, co może wiązać się z niepożądanym przez nas traktowaniem. W końcu pielęgniarki, położne i lekarze z porodówek wcale nie muszą zabiegać o pacjentów jak i dobrą opinię placówki. Nie muszą dodawać słów otuchy zestresowanym mamom, bo przecież znacznie łatwiej jest dorzucić swoje 5 groszy i zmieszać rodzącą kobietę z błotem, gdy tylko mają zły humor. To bardzo przykre, kiedy spojrzymy na fakt, że pierwsze chwile świeżo upieczonej mamy są dla niej mieszanką stresu, wyczerpania, nadziei, a przede wszystkim bezsilności, która w jakiś sposób zmusza ją do tego, aby dostosować się do pracującego w danym miejscu personelu. Pytanie tylko czy tak to powinno wyglądać?

„Po porodzie poprosiłam położną o pomoc. Usłyszałam taką ripostę, że przepłakałam całą noc”

UdostępnijMic

Wstrząsająca historia

Oto jedna z historii, która spotkała na sali porodowej świeżo upieczoną mamę.

Kiedy ja po cc ledwo stałam na nogach, a moje 4-kilowe szczęście nie chciało za nic przestać płakać, choć stawałam na rzęsach… Przełamałam się i poprosiłam o pomoc pielęgniarkę, usłyszałam taką ripostę, że przepłakałam tę noc razem z dzieckiem, czując się przy tym jak najgorsza matka na świecie.

Przed samym cięciem cesarskim byłam przerażona, jak dziecko we mgle, nieświadoma, co się dzieje wokół mnie… (pokażcie mi kto idzie na cc pewnym krokiem i z podniesioną głową?) Wykonywałam grzecznie polecenia, gdy pojawiła się Pani anestezjolog, która od początku, od pierwszego słowa i do samego końca, krzyczała na mnie „tak się ustaw, głowa w bok…”! Zwróciłam jej uwagę, że nie życzę sobie takiego tonu i jeszcze większą złość wywołałam. Krzyk, oburzenie i niemiłe komentarze… tak właśnie wspominam ten najpiękniejszy, a zarazem najgorszy moment w moim życiu, kiedy na świat przyszedł mój synek…Skrajnie różne odczucia i wszystko przez osoby pozbawione ludzkich odruchów i empatii. Dodam na koniec, że kiedy znieczulenie przestało działać w połowie czasu, a ból jeździł po mojej miednicy walcem, gniotąc mi kości, w głowie brzmiały wciąż krzyki pani anestezjolog i do dziś zastanawiam się, czy nie była to jej słodka zemsta.

Rozwiązanie problemu

Czy jest na to jakieś rozwiązanie? Oczywiście, że tak. Gdyby obiekty NFZ były monitorowane można by było zapobiec tego typu sytuacjom. Pracujące w takowych placówkach osoby byłyby rozliczane za swoje zachowanie, a co za tym idzie, bałyby się, że za „złe zachowanie” stracą pracę. Nie zapominajmy, że są to osoby, które żyją z naszych podatków i za nasze pieniądze traktują polskie mamy w taki, a nie inny sposób.

Jak długo jeszcze lekarz, pielęgniarka czy położna będzie wyładowywać swoje emocje na pacjentach? Ciężko jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie. Póki co statystyki pokazują wstrząsającą prawdę, a my możemy mieć tylko nadzieję, że w końcu zostaną wyciągnięte z tego odpowiednie wnioski.

popularne.online

YOUR REACTION?

Facebook Conversations